przykładowy post
Niewolnictwo nie może być zniesione. – Stanowczy głos rozbrzmiał w sali jadalnej pałacu Siedmiu Burz. Spojrzenia wszystkich gości skierowały się ku młodemu księciu.
Ezaw odstawił kielich z winem.
– Cała nasza cywilizacja opiera się na niewolnictwie – przypomniał lennikom swego ojca. Z niemałą satysfakcją stwierdził, że wszyscy – nawet ci, którym przypadły miejsca w kątach sali – nadstawiają ucha. Król Nataneel liczył sobie już siedemdziesiąt jeden lat i nawet jego najbliżsi coraz częściej szeptali o dziedzictwie tronu. Ezaw z niecierpliwością oczekiwał dnia, w którym zasiądzie na tronie Issachar. Jego duch był młody, a serce pełne odwagi, więc bywały noce, kiedy rozmyślał czy nie zgładzić swego ojca, by w końcu móc dzierżyć w dłoni królewski miecz. Były to jednak czcze rozważania, które znikały, gdy tylko sługa pojawiał się w komnatach księcia przynosząc od króla zaproszenie na posiłek.
– Gdybyśmy dali ludziom wolność, zgładziliby nas – rzekł, spoglądając na swych najbliższych towarzyszy. – Królestwo by upadło. A potem? Kto wie? – Rozłożył ramiona okryte czerwonym materiałem szaty. – Może cały świat?
– Nie sądzisz, panie, że okazaliby nam wdzięczność? – spytał jeden z zamożnych kupców.
Ezaw zaśmiał się cicho. Jego białe włosy zalśniły w blasku popołudniowego słońca. Siedzący w końcach sali mogli mieć wrażenie, że w długich pasmach połyskuje złoto. Nie byłoby to nic dziwnego. W końcu Ezaw był w prostej linii potomkiem samego Boga Dnia, który przed czterystu laty postanowił zejść na ziemię.
– A czy biczowany, zamknięty w klatce pies wyliże ci dłonie, gdy w końcu go wypuścisz?
Uśmiechnął się, widząc poczerwieniałą twarz Izaaka.
– Nie doceniamy naszych niewolników – rzekł głośno.
Kilku mężczyzn wyciągnęło szyje, by spojrzeć na przyszłego władcę.
– Nie są wykształceni, ale pośród nich znajdą się ludzie sprytni – kontynuował. – Ci byliby najgroźniejsi. Reszta wybiłaby nasze rodziny, by zemścić się za lata niewoli, ale najmądrzejsi skryliby się w cieniu. Czekaliby, planowali, mogliby stać się nawet jednymi z nas.
Jakiś mężczyzna parsknął śmiechem.
– Jednymi z nas? To dzikusy.
– Trzymasz w swoim domu dzikich, Danielu? – zwrócił się do lorda. – Nie zdziw się zatem, kiedy pewnego dnia obudzisz się za bramą zaświatów.
– Jeśli staliby się jednymi z nas, przyjęliby nasze zwyczaje. Co mogłoby nam grozić? Byliby nami, mój panie.
– Otóż nie, mój drogi. – Zerknął do pustego już kielicha. – Są sprytni, ale nie rozsądni. W pewnym momencie przestaliby podtrzymywać świat, który nasi przodkowie budowali przez setki lat. Świat by upadł. Chcemy tego? – Uniósł w górę kielich, a ciemnoskóra służka nalała do niego białego wina. – Świat jest przecież tak piękny – westchnął. – Cieszmy się nim!
Komentarze
Prześlij komentarz